Wątpliwości co do odpornosci Opery na wirusy biorą się z niepełnego zrozumienia problemu, a częściowo z magicznej siły słowa wirus.
Wirus to program komputerowy. Taki sam jak Notatnik, Gadu-gadu albo WinZip?. Dotycza go wszystkie ograniczenia dotyczące zwyklego programu. Żeby zadzialać (i prawdopodobnie wyrządzić użytkownikowi krzywdę) wirus musi zostac uruchomiony, albo bezposrednio przez użytkownika, albo przez inny program.
Wirusy nie potrafią samoczynnie się przenosic ani uruchamiać, sama ich obecnosc na dysku nic nie znaczy.
Wszelkiego rodzaju 'zlosliwe skrypty' (malicious scripts) nie sa wirusami.
Do tej kategorii zalicza sie wszelkiego rodzaju fragmenty skryptow, które mogą dla użytkownika mieć nieprzyjemne skutki (otwieranie tysięcy okienek pop-up, miganie calej zawartosci strony, itd). Ich dzialanie ogranicza sie jedynie do wnetrza przegladarki, komputer/system nie jest nimi zagrozony.
Często zarówno wirusy jak i skrypty oznaczane są jako "wirusy", mimo że to rożne rzeczy i zupelnie inna skala zagrożenia. Zastosowanie metod heurystycznych może prowadzić do wykrywania wirusow tam gdzie rzeczywiście ich nie ma. Nastawienie antywirusów na współpracę z IE powoduje wykrywanie problemów/zagrozeń, które Opery w ogóle nie dotyczą.
Wrzucane sa do niego aktualnie przegladane strony, dzięki czemu kiedy dany plik jest znowu potrzebny, nie ma koniecznosci ponownego ściagania go z sieci.
Cachu uzywaja wszystkie przegladarki, tak wiec wykrywanie zagrozen w cachu Opery, i nie wykrywanie ich w cachu IE jest co najmniej podejrzane.